Las, trzy miasta, pastwisko i koniec świata

Nocą muzyka wskaże ci drogę. Wśród tysiąca ognisk, tysięcy namiotów, dziesięciu tysięcy osób, kilkudziesięciu hektarów lasu, po zapadnięciu zmroku muzykujący przy ogniu ludzie są jak drogowskazy. A noc w Urugwaju jest ciemna, że oko wykol. Bębny, gitary, głosy – tworzą niezawodną dźwiękową mapę, po której możesz się poruszać, jeśli zaufasz muzyce, dasz się jej poprowadzić.

Bieg z zamkniętymi oczami

W chwili, gdy piszę te słowa, na plaży kilkaset metrów na południowy zachód od miejscowości Belana w Timorze Wschodnim z oceanu wyłonił się śpiew drozda; wśród skalistych wysepek na zachód od miasteczka Paamiut na Grenlandii fala uderzyła o brzeg, nucąc refren dziecięcej piosenki, którą za 28 lat wymyśli młoda Somalijka imieniem Ayan; a u podnóża klifów na północnym krańcu bałtyckiej wyspy Hiddensee piana wydeklamowała głosem Zygmunta Freuda fragment zaginionego hymnu Safony w języku Indian Charrúa.

Projektowanie dźwiękowe ze społecznością

„A jak ty oceniasz środowisko dźwiękowe naszej farmy?”. W pierwszej chwili powiedziałem o huku mechanicznej pompy, że jest zanieczyszczeniem, bez którego wszystko by tu momentalnie wyschło na wiór. Potem zacząłem mówić Schaferem, że przydałby się tu soundmark, brzmienie, wokół którego skupialiby się zamieszkujący to miejsce ludzie. „Ale przychodzi ci na myśl coś konkretnego?”. „Dzwon – odpowiedziałem – za rok, jak tu wrócę, przywiozę w plecaku dzwon. Co wy na to?”.

30 Jubileuszowy Międzynarodowy Festiwal Warszawskich Spacerów Dźwiękowych Slow Soundwalking Warsaw Pan-the-Mic Edition

Nie ciśnie nas żadna instytucja, nikt nie rozlicza. Przysięgamy, że nie wkładamy i nie włożymy w to ani krzty wysiłku ponad to, co nas cieszy. Wywalamy wszystko, co stresuje. Zamiast naciskać chcemy posłużyć za eksperymentalny barometr (post)pandemicznej energii do działań w kulturze. W próżni kulturalnej z uśmiechem bawimy się festiwalową konwencją. Bo czemu by nie?

Garść wątpliwości

W aktualnym kryzysie nieporównanie bardziej niż pokiereszowaną sztuką dźwięku przejmuję się zwykłym ludzkim cierpieniem, które będzie – już jest! – skutkiem tej dzikiej deglobalizacji. Nie wszystko da się przenieść do internetu, a historia muzyki to w dużej mierze historia tułaczek i emigracji. Ile obiecujących zespołów, planów współpracy, przyjaźni, relacji miłosnych w świecie muzycznym zostanie teraz zniweczonych przez brak głupiej pieczątki w paszporcie?

Została tylko pamięć, więc to śpiewamy. Rozmowa z Jaśminą Wójcik i Dominikiem Strycharskim o „Symfonii Fabryki Ursus”

Na tle funkcjonującej fabryki traktorów nagle masz orkiestrę, która gra w trakcie rozmaitych uroczystości. I w głowach tych ludzi wciąż funkcjonuje swoisty dwusuw: czyli z jednej strony młoty, traktory, odpalanie silników, smoła, metal, a w dni wolne rytmiczne papparara… Wyobrażam to sobie jako zderzenie orkiestry dętej ze skrajnym noise’em, i to jest bardzo intrygujące.

Implantowana. Rozmowa z Klaudią Wereniewicz

Pamiętam moment podłączenia procesora mowy. Miałam wrażenie, że dźwięki „uderzają” o siebie! Nie wiedziałam, czemu takie szumy słyszę. Wtedy też zaczęłam zwracać uwagę na dźwięki, których wcześniej w ogóle nie słyszałam. Często pytałam „co to za dźwięk” i jakby na nowo odkrywałam, jak brzmi przewracanie kartek papieru, dźwięk kroków itp. Raz przypadkiem uderzyłam o ścianę w przedpokoju i usłyszałam echo, potem pukałam po całej ścianie, żeby odsłuchać, jak odbija się dźwięk.

Na co warto iść na Warszawską Jesień

Krytyk muzyczny będzie zawsze zazdrościł krytyczce filmowej możliwości polecenia najlepszych recenzowanych filmów czy seriali publiczności. Chociaż skoro tyle było o Doktorze Who i podróżach w czasie, może by ten jeden raz… Gdybyście więc kiedyś mieli okazję wpaść pod koniec września 2019 roku do Warszawy, napiszę, na co na pewno warto iść na Warszawską Jesień. Tylko nie zapomnijcie szalika i parasola.

Muzyka na zgliszczach

Audrey Chen stwierdziła, że chce, by jej występ na zakończenie festiwalu był dla nas swoistym matczynym przytuleniem. I jeśli Chen pragnęła swym głosem wyrazić matczyność, to w tych dźwiękowych objęciach pobrzmiewać mogła matczyność uniwersalna – na równi ludzka, co gołębia, wilcza, pingwinia, kangurza, wielorybia, neandertalska czy pterodaktyla. Wobec upadających ekosystemów, płonących lasów i coraz większego lęku, jakim napawa niejasna przyszłość planety, na pewno powinniśmy się więcej przytulać, także w muzyce.

Fonorealizm i komponowanie szumu drzew. Twórczość Petera Ablingera w kontinuum komunikacji akustycznej – magisterka.

„Muzyka jest pełna uprzedzeń. W tym tkwi cała zabawa! Lubię grać z tymi uprzedzeniami i lubię też słowo »muzyka«, tak jak wolę określenie »kompozytor« od terminu »artysta dźwiękowy«. W rzeczy samej, tam, gdzie pojawiają się uprzedzenia, są również ograniczenia. A to właśnie ograniczenia są tym, co mnie inspiruje i zawsze skłania do pójścia o krok dalej!” Peter Ablinger