Las, trzy miasta, pastwisko i koniec świata

Nocą muzyka wskaże ci drogę. Wśród tysiąca ognisk, tysięcy namiotów, dziesięciu tysięcy osób, kilkudziesięciu hektarów lasu, po zapadnięciu zmroku muzykujący przy ogniu ludzie są jak drogowskazy. A noc w Urugwaju jest ciemna, że oko wykol. Bębny, gitary, głosy – tworzą niezawodną dźwiękową mapę, po której możesz się poruszać, jeśli zaufasz muzyce, dasz się jej poprowadzić.

Garść wątpliwości

W aktualnym kryzysie nieporównanie bardziej niż pokiereszowaną sztuką dźwięku przejmuję się zwykłym ludzkim cierpieniem, które będzie – już jest! – skutkiem tej dzikiej deglobalizacji. Nie wszystko da się przenieść do internetu, a historia muzyki to w dużej mierze historia tułaczek i emigracji. Ile obiecujących zespołów, planów współpracy, przyjaźni, relacji miłosnych w świecie muzycznym zostanie teraz zniweczonych przez brak głupiej pieczątki w paszporcie?

Została tylko pamięć, więc to śpiewamy. Rozmowa z Jaśminą Wójcik i Dominikiem Strycharskim o „Symfonii Fabryki Ursus”

Na tle funkcjonującej fabryki traktorów nagle masz orkiestrę, która gra w trakcie rozmaitych uroczystości. I w głowach tych ludzi wciąż funkcjonuje swoisty dwusuw: czyli z jednej strony młoty, traktory, odpalanie silników, smoła, metal, a w dni wolne rytmiczne papparara… Wyobrażam to sobie jako zderzenie orkiestry dętej ze skrajnym noise’em, i to jest bardzo intrygujące.

Na co warto iść na Warszawską Jesień

Krytyk muzyczny będzie zawsze zazdrościł krytyczce filmowej możliwości polecenia najlepszych recenzowanych filmów czy seriali publiczności. Chociaż skoro tyle było o Doktorze Who i podróżach w czasie, może by ten jeden raz… Gdybyście więc kiedyś mieli okazję wpaść pod koniec września 2019 roku do Warszawy, napiszę, na co na pewno warto iść na Warszawską Jesień. Tylko nie zapomnijcie szalika i parasola.

Muzyka na zgliszczach

Audrey Chen stwierdziła, że chce, by jej występ na zakończenie festiwalu był dla nas swoistym matczynym przytuleniem. I jeśli Chen pragnęła swym głosem wyrazić matczyność, to w tych dźwiękowych objęciach pobrzmiewać mogła matczyność uniwersalna – na równi ludzka, co gołębia, wilcza, pingwinia, kangurza, wielorybia, neandertalska czy pterodaktyla. Wobec upadających ekosystemów, płonących lasów i coraz większego lęku, jakim napawa niejasna przyszłość planety, na pewno powinniśmy się więcej przytulać, także w muzyce.

Fonorealizm i komponowanie szumu drzew. Twórczość Petera Ablingera w kontinuum komunikacji akustycznej – magisterka.

„Muzyka jest pełna uprzedzeń. W tym tkwi cała zabawa! Lubię grać z tymi uprzedzeniami i lubię też słowo »muzyka«, tak jak wolę określenie »kompozytor« od terminu »artysta dźwiękowy«. W rzeczy samej, tam, gdzie pojawiają się uprzedzenia, są również ograniczenia. A to właśnie ograniczenia są tym, co mnie inspiruje i zawsze skłania do pójścia o krok dalej!” Peter Ablinger

Osłuchiwanie krajobrazu

Drzewa, na które wskazuje Ablinger to Arboretum Seitelschlag, posadzona jedenaście lat temu bezprecedensowa współczesna kompozycja. Dziesięciolecie utworu było okazją do wspólnego osłuchiwania krajobrazu i dodania drobnych muzycznych akcentów do wspaniałej kompozycji, którą są codzienne odgłosy wsi na pograniczu Austrii, Niemiec i Czech.

Słuchaj teraz

Huk, hurgot, w zasadzie suchy trzask towarzyszący każdej wbijanej literze. Łomot maszyny do pisania jako niedostrzegane tło dla powstawania tekstu. Jeśli ekologia akustyczna chce coś zburzyć, to tylko niewidzialną barierę, jaką sami muzycy ustanowili między swoją dziedziną a resztą świata.

Dużo hardości i nieociosania, piasku, błota, zaoranej i wykarczowanej ziemi. O muzyce Agnieszki Stulgińskiej

Jeśli zdążyliśmy już przyswoić stereotyp współczesnej kompozytorki jako wielkomiejskiej weganki w kolorowych butach, dopisującej partię preparowanej harfy do filmików z YouTube’a, to Stulgińska ma się do niego jak pięść do oka. Inspiracji szuka w realu, warzywa hoduje od dziecka we własnym ogrodzie, a na jej Soundcloudzie można usłyszeć m.in. kapitalne nagranie terenowe z rezurekcji.

O przyszłości słyszenia

W procesie telekomunikacji to właśnie głośnik jawi się jako najsłabsze ogniwo: jest delikatny, zawodny, nieporęczny, niedyskretny, bywa niezdrowy, jego miniaturyzacja prowadzi nieuchronnie do obniżenia jakości brzmienia, niepodobna za jego pomocą imitować przestrzenne właściwości dźwięku, przyczynia się wreszcie do ogromnej utraty danych, niepotrzebnie przetwarzając sygnał w fale akustyczne, których odbiór wymaga następnie ponownego „przepisania” na impulsy nerwowe w uchu wewnętrznym odbiorcy…