Osłuchiwanie krajobrazu

Krzysztof Marciniak, Osłuchiwanie krajobrazu, „Ruch Muzyczny” lipiec 2019.

Osłuchiwanie krajobrazu

Austriacki kompozytor Peter Ablinger wskazuje palcem grupę drzew porastających odległy o ponad siedemset metrów pagórek. Zgromadzona na polnej gruntowej drodze publiczność – z wyjątkiem psa – z uwagą wsłuchuje się w jego słowa. W to słoneczne popołudnie pola, łąki i zagajniki pod Ulrichsbergiem w Górnej Austrii będą świadkami niecodziennych muzycznych zdarzeń. Bo też drzewa, na które wskazuje Ablinger to Arboretum Seitelschlag, posadzona jedenaście lat temu bezprecedensowa współczesna kompozycja. A przechadzkę, którą właśnie rozpoczynamy, urozmaicą małe plenerowe koncerty.

Drzewa składające się na Arboretum są żywymi generatorami szumów, gra na nich sam wiatr, a kompozytor zaprojektował swój ogród w taki sposób, by można było wsłuchać się w najdrobniejsze niuanse szelestu wydawanego przez dwanaście składających się na pracę gatunków drzew (kompozycję Austriaka omówiłem kiedyś wyczerpująco w artykule Drzewa na wygwizdowiu na stronie internetowej magazynu „Glissando”). Dziesięciolecie utworu było więc okazją do wspólnego osłuchiwania krajobrazu i dodania drobnych muzycznych akcentów do wspaniałej kompozycji, którą są codzienne odgłosy wsi na pograniczu Austrii, Niemiec i Czech.

Podążamy ścieżką wyznaczoną przez organizatorów z legendarnego Jazzatelier Ulrichsberg. W leszczynowym zagajniku zbudowano malutką scenę. Radu Malfatti z basową harmonijką ustną wydobywa ledwo słyszalne długie niskie dźwięki, które splatają się z szumem wiatru i leniwym dronem samolotu lecącego gdzieś wśród zbierających się chmur nad naszymi głowami. Publiczność zastyga zasłuchana, tylko pies pozostał niewzruszony, jego dyszenie jest głośniejsze od samej muzyki. Po wszystkim ktoś zaczął nieśmiało klaskać, artysta uciszył. Później w młodniku czeka na nas Thomas Stempkowski. Jego kontrabas jest jak jedno drzewo więcej, a gra ma w sobie coś z powtarzalnych rytmów pracy ni to drwala, ni lutnika. Zaczyna padać deszcz, uderzenia kropel wzbogacają brzmienia instrumentu o subtelny przestrzenny kontrapunkt.

Radu Malfatti

Radu Malfatti

W tym dniu to nie ludzie, a pogoda ustala reguły gry. Natura jest zaś wobec nas kapryśna – gdy docieramy wreszcie do Arboretum wiatr cichnie niespodziewanie, muzyczne drzewa Ablingera w tym wyjątkowym momen

cie, dziesięć lat od premiery utworu, nie rozbrzmiewają najdrobniejszym szmerem. W dojmującej ciszy wyobrażamy sobie szelest ich igieł i liści… w ciszy przed burzą. Gdy bowiem docieramy na łąkę, na której finałowy występ rozpoczyna kwartet Violet Spin, spadają na nas strugi deszczu, instrumenty konkurują z grzmotami i nawet muzycy ukryci pod zaimprowizowanym daszkiem nerwowo spoglądają na chmury w obawie, czy aby zaraz nie znajdziemy się w samym środku nawałnicy.

Kwartet Violet Spin

Kwartet Violet Spin

Burza postraszyła i przeszła bokiem, a publiczność udała się na skromny bankiet w garażu przy jednym z lokalnych gospodarstw. Wydarzenie dopełniły nieformalne rozmowy, w tym jedna jak u zarania awangardy: o wiecznie żywym marzeniu porzucenia murów filharmonii i wyjściu z muzyką w plener, do fabryk, na ulice, do parku, nad ocean. Chodźmy! Naprawdę warto.

zrzut-ekranu-2016-10-08-o-09-50-55zrzut-ekranu-2016-10-08-o-09-50-55zrzut-ekranu-2016-10-08-o-09-50-55

skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s