O przyszłości słyszenia

W: Marcin Olejniczak, Tomasz Misiak (red.), Sposoby słuchania, Konin 2017, s. 107-115.

Rohan domyślał się już, że neurolog nie liczył wcale na ożywienie zamarzłego człowieka i właściwie przyjechał tylko po to, aby usłyszeć, co przekaże mu jego mózg. Stał nieruchomo, czując dziwną suchość ust i ciężkie bicie serca, gdy Sax podał mu drugą parę słuchawek.

Stanisław Lem, Niezwyciężony, Świat Książki, Warszawa 1997, s. 48.

Wprowadzenie

To, gdzie, kiedy, czego i jak słuchamy, kształtuje naszą wyobraźnię dźwiękową, kierując nasze słyszenie na określone tory. Jest czymś oczywistym dla teoretyków dźwięku, że człowiek w XIX wieku słuchał inaczej niż na początku wieku XVIII i w połowie XX stulecia, robotnik słucha inaczej niż arystokrata, Europejczyk inaczej niż reprezentant kultury Wschodu, statystyczny mieszkaniec miasta inaczej niż mieszkaniec wsi, kompozytorka inaczej niż piekarz, Głuchy inaczej niż osoba niewidoma. Banał. Napisano o tym setki studiów popartych solidną metodologią. Futurologia ze zrozumiałych względów nie mieści się w tych ramach. Jednak bez wątpienia za kilkadziesiąt lat będziemy słuchać inaczej. Czy jest zatem w studiach nad dźwiękiem miejsce na futurologiczną teorię dźwięku, a co za tym idzie, również futurologię muzyki czy może raczej „futuromuzykologię”? Podkreślmy na wstępie, że nie chodzi o to, jakie brzmienia usłyszymy w 2038 czy 2077 roku. Pytanie jest bardziej generalne, mianowicie: jakie będą w przyszłości nasz słuch i nasze słyszenie?

Niniejszy wywód pełnić winien oczywiście funkcję rekreacyjną i będzie mi niezmiernie miło, jeśli jego lektura dostarczy komukolwiek rozrywki. Aby było to możliwe, zmuszony jestem jednak potraktować go śmiertelnie serio, nadając mu do pewnego stopnia pozory naukowości i realizmu. Myśl o przyszłości dźwięku i przyszłości muzyki nie jest rzecz jasna niczym nowym. Bezbłędnym futurologiem w dziedzinie dźwięku był np. Francis Bacon, który w Nowej Atlantydzie, około roku 1623, wymarzył sobie „domy dźwięku” (sound-houses) – instytucje spełniające praktycznie wszystkie funkcje XX-wiecznego studia eksperymentalnego (por. Libera, 2014).

Mamy też domy dźwięku, w których praktykujemy i demonstrujemy wszystkie brzmienia oraz ich generowanie. Posługujemy się nieznanymi wam harmoniami zawierającymi ćwierćtony oraz jeszcze mniejsze przesunięcia tonów. Są u nas różnorodne instrumenty muzyczne, również takie, których nie znacie, niektóre o brzmieniu słodszym od któregokolwiek spośród znanych wam instrumentów, a także dzwony i brzękadła brzmiące wykwintnie i słodko. Umiemy czynić niepozorne dźwięki mocnymi i głębokimi, z kolei potężne dźwięki łagodzimy i wyostrzamy; wytwarzamy też różnorodne dźwięki drżące i chwiejne z brzmień pierwotnie pełnych. Przedstawiamy oraz imitujemy wszystkie artykułowane dźwięki, głoski i barwy głosu, odgłosy zwierząt i ptaków. Dysponujemy specjalnymi przyrządami, które przydane do ucha pozwalają bardzo wzmocnić słyszenie. Znamy nietypowe i sztucznie wytwarzane rodzaje echa, które pozwalają na wielokrotne odbicie głosu, inne jakby nim rzucały, a też takie, przy których odbite brzmienie powraca głośniejszym, wyższym lub niższym; zaiste, w niektórych przypadkach echo potrafi pozmieniać głoski w mowie lub przetwarzać odbijane brzmienia w artykułowane dźwięki. Potrafimy również przenosić dźwięki za pomocą trąb i rur w nietypowych kierunkach i na duże odległości.

Francis Bacon, Nowa Atlantyda (1627), tłumaczenie własne[1].

Na potrzeby tego tekstu pragnąłbym jednak wymyślić sobie przyszłość słyszenia, wykraczając poza opis działania hipotetycznych urządzeń i skupiając się przede wszystkim na możliwych konsekwencjach ich wykorzystania dla kultury dźwięku i zbiorowej świadomości.

Innowacje w dziedzinie dźwięku w pierwszej chwili nie wydają się równie palącą koniecznością jak opracowywanie nowych źródeł pozyskiwania i magazynowania energii, czy nowych metod produkcji żywności. Jednak urządzenia, takie jak telefon, fonograf, głośnik, radio lub technologie cyfrowego zapisu dźwięku stanowią dziś niewątpliwie fundament globalnej komunikacji. Każde spośród nich zasadniczo poszerzyło też pola zastosowań dźwięku, a co za tym idzie, przyczyniło się do przemiany zbiorowego wyobrażenia o tym, czym jest słyszenie. Możemy dziś za pośrednictwem odpowiednich urządzeń słyszeć i przenosić dźwięk na odległość, imitować dowolne dźwięki i głosy, przetwarzać je, dowolnie łączyć je ze sobą, tworzyć nowe harmonie i sztucznie je generować. O wszystkich tych możliwościach marzył już Bacon, nie mógł natomiast przewidzieć, jak wszechstronne znajdzie się dla nich zastosowanie. Myśląc o sposobach słuchania w przyszłości, warto więc najpierw zadać pytanie, czego nam jeszcze w naszym dzisiejszym słyszeniu brakuje, jakie nasz słuch ma ograniczenia, o których przekroczeniu możemy dziś jedynie pomarzyć. Warto dodać, że zagadnienie to, choć od innej strony, poruszane jest przecież w świecie współczesnej muzyki, która, po eksplozji technologicznej w drugiej połowie XX stulecia, boryka się dziś z barierami uniemożliwiającymi dalsze poszerzanie materiału dźwiękowego o nowe brzmienia.

1. Zmierzch głośnika

Urządzeniem, którego potencjał zdaje się już dziś wyeksploatowany do granic możliwości, jest głośnik. W XXI wieku skarłowaciał do rozmiarów głośniczka w smartfonie, a imitowane przezeń dźwięki, poddane i tak silnej kompresji cyfrowej, są dalekie od doskonałości. W procesie telekomunikacji to właśnie głośnik jawi się jako najsłabsze ogniwo: jest delikatny, zawodny, nieporęczny, niedyskretny, bywa niezdrowy, jego miniaturyzacja prowadzi nieuchronnie do obniżenia jakości brzmienia, niepodobna za jego pomocą imitować przestrzenne właściwości dźwięku, przyczynia się wreszcie do ogromnej utraty danych, niepotrzebnie przetwarzając sygnał w fale akustyczne, których odbiór wymaga następnie ponownego „przepisania” na impulsy nerwowe w uchu wewnętrznym odbiorcy (a wchodzi tu także w grę potencjalny niedosłuch).

Zastosowanie w telekomunikacji emisji sygnału dźwiękowego bezpośrednio do układu nerwowego słuchacza, z pominięciem głośnika, wydaje się zatem jedynym racjonalnym rozwiązaniem. Rzecz jasna, służące do tego odpowiednio zminiaturyzowane, tanie, zdrowe i bezpieczne urządzenia nie mogą kolidować ze słuchem fizjologicznym, a wręcz przeciwnie – powinny odciążać go od szkodliwego nadmiaru bodźców akustycznych. Niemal pewne jest, że w poczet najdonioślejszych osiągnięć technologicznych w dziedzinie dźwięku niebawem zaliczymy, obok fonografu, implant słuchowy (zob. Wereniewicz, 2014). Dzisiejsze implanty ślimakowe i domózgowe stosuje się jedynie do celów medycznych, oferując możliwość słyszenia osobom z niedosłuchem i głuchotą[2], niewykluczone jednak, że w przewidywalnej przyszłości dojdzie do wszczepiania słuchowych implantów rekreacyjnych (docelowym rozwiązaniem byłaby rzecz jasna technologia emisji sygnału dźwiękowego bezpośrednio do układu nerwowego odbiorcy, która nie wymaga interwencji chirurgicznej). Podobna praktyka wyprze słuchawki, głośniki wbudowane w urządzenia telekomunikacyjne czy przenośne komputery, zrewolucjonizuje również nasze myślenie o słuchu, uniezależniając go od fal dźwiękowych i fundując nowy sposób poszerzonego słyszenia: pozaakustycznego.

Wywoła to niebotyczny wstrząs w telekomunikacji, fonografii, technologiach wirtualnej rzeczywistości, muzyce czy teorii dźwięku, a co za tym idzie – w codziennym życiu jednostek, które uzyskają swobodny dostęp do tych narzędzi. Na pierwszym planie w myśleniu o dźwięku nie będzie już drganie powietrza (w odpowiednim przedziale częstotliwości, tu i teraz), a subiektywna wyobraźnia dźwiękowa, której znaczenie docenimy bardziej niż kiedykolwiek, gdyż posiądziemy zdolność jej bezpośredniego stymulowania. Schaferowska schizofonia (Schafer, 1977; zob. też Truax, 2011) wzbogaci się o dodatkowy poziom – obok dźwięków „prawdziwych” i tych imitowanych za pośrednictwem głośnika, pojawi się nowa kategoria dźwiękowych „złudzeń” wywoływanych w mózgu odbiorcy. Może to mieć także konsekwencje zdrowotne, o ile wielokrotne odtwarzanie nagrań z głośnika przyczyniło się do wystąpienia zjawiska natrętnie powracających w umyśle melodii (przypadłość neurologiczna określana mianem earworm) (zob. Sacks, 2009), o tyle w nowej sytuacji może nastąpić plaga omamów słuchowych; użytkownicy nowych technologii mogą mieć poważne trudności z odróżnieniem akustycznych zdarzeń dźwiękowych od tych dostarczanych drogą pozaakustyczną. W zbiorowej świadomości słyszenie utożsamiane będzie nie z uszami, lecz z mózgiem.

Nic nie stanie na przeszkodzie, aby, dla przyjemności czy też w celach praktycznych, za pośrednictwem technologii poszerzać zakres słyszenia o niesłyszalne dziś dla człowieka przedziały fal akustycznych lub elektromagnetycznych. Będzie można usłyszeć zaburzenia pola elektromagnetycznego, jakie generuje przepływ prądu, co otworzy nową perspektywę postrzegania maszyn, architektury i miast[3]. Za pomocą właściwej aparatury można będzie w miarę potrzeby wzmacniać czułość słuchu, co pozwoli poszerzyć horyzont akustyczny, słyszeć wyraźniej i dalej, uzupełniając percepcję pejzażu dźwiękowego o dotąd pomijane, a potencjalnie niezwykle istotne, brzmienia. Rzecz jasna, każda z tych umiejętności wymagała będzie od użytkowników długotrwałego treningu porównywalnego z tym, jaki dziś przechodzą osoby z silnym niedosłuchem, które w dorosłym życiu decydują się na wszczepienie implantów ślimakowych (Implant…, 2012). Trudno chyba oczekiwać, że wszystkimi tymi metodami słyszenia człowiek posługiwał się będzie jednocześnie, niewykluczone jednak, że pewne praktyki związane z poszerzonym pozaakustycznym słyszeniem wejdą do codziennego użytku, szczególnie w tych sytuacjach, w których dziś stosowane są głośniki.

Warto wreszcie zadać pytanie o sztukę dźwięku epoki postgłośnikowej. W rozmaitych sytuacjach mogą znaleźć zastosowanie odpowiedniki dzisiejszej pętli indukcyjnej (technologii pozwalającej osobom z implantami „podłączyć się” za pośrednictwem fal radiowych bezpośrednio do źródła sygnału systemu nagłośnieniowego, np. w kinie, w kościele czy podczas konferencji naukowej). Możemy wyobrazić sobie np. pozaakustyczną muzykę w klubach – odpowiednik dzisiejszych silent disco, gdzie każdy uczestnik imprezy może dopasować głośność do własnych potrzeb. Muzyka klubowa transmitowana bezpośrednio do mózgu miałaby tę podstawową wadę, że nie pozwalałaby odczuwać wibracji całym ciałem, byłaby z kolei bezdyskusyjnie zdrowsza dla słuchu i mniej uciążliwa ze społecznego punktu widzenia, w żadnej mierze nie zakłócałaby przecież nocnej ciszy.

Docelowo jakość dźwięku odtwarzanego bezpośrednio do układu nerwowego będzie co najmniej porównywalna, jeśli nie wyższa od tej, jaką możemy osiągnąć za pośrednictwem słuchu fizjologicznego. Audiofil przyszłości obejdzie się bez drogiego hi-endowego sprzętu, z powodzeniem zastępując go urządzeniem mniejszym i tańszym od odtwarzacza MP3 z początków XXI wieku. W fonografii nieporównanie więcej uwagi będzie się natomiast przykładało do przestrzennych właściwości dźwięku, atmosfery i walorów akustycznych miejsca nagrań. Zatarciu ulegną granice między reżyserią dźwięku a field recordingiem, nikt nie będzie już nagrywał muzyki – nagranie polegało będzie na rejestracji całościowo pojmowanej sytuacji dźwiękowej (por. Libera, 2016). Archaiczne nagrania, tworzone z myślą o odtwarzaczach akustycznych, raziły będą płaskością brzmienia, prymitywnym łączeniem nagrywanych oddzielnie ścieżek, pozorną sterylnością montażu i sztuczną atmosferą wygłuszonego studia. Twórcy będą mieli do dyspozycji nie tylko nowe narzędzia, ale będą też musieli skonfrontować się z zupełnie nowymi nawykami i oczekiwaniami publiczności.

W swej schyłkowej postaci głośnik stanie się konwencjonalnym instrumentem muzycznym, łączącym ogromny potencjał artystyczny z kulturowym piętnem niegdysiejszego przedmiotu codziennego użytku.

2. Zmierzch mikrofonu

Wiele spośród eksperymentów, zmierzających do poszerzenia horyzontów ludzkiego słyszenia, dokonuje się w obrębie nowej muzyki i sztuki dźwięku. To artyści i kompozytorzy jako pierwsi wymarzyli sobie narzędzia pozwalające nagłośnić ludzki umysł – najczęściej przywoływanym w tym kontekście twórcą jest Alvin Lucier i jego kompozycja Music for solo performer z 1965 roku, w której wykonawca za pośrednictwem aparatury EEG kontroluje grę instrumentów perkusyjnych przez intencjonalne zmiany częstotliwości fal mózgowych (Głuszek, 2014).

Po emisji sygnału „dźwiękowego” z pominięciem ucha, prosto do mózgu odbiorcy, przyjdzie zatem czas na działanie w odwrotnym kierunku – stworzenie technologii pozwalającej emitować sygnał z mózgu na zewnątrz. Już teraz za pośrednictwem interfejsów mózg-komputer możemy kontrolować prymitywne instrumenty muzyczne (Głuszek, 2016). Niemniej, jeśli nawet udoskonalimy powyższe techniki i znajdziemy dla nich praktyczne zastosowania, prawdziwy przełom nastąpi dopiero w chwili, gdy uda się literalnie „nagłośnić” wyobraźnię dźwiękową człowieka.

Podobna praktyka byłaby w istocie bliższa słyszeniu niż wydawaniu dźwięku; grając na instrumencie, a nawet mówiąc, wsłuchujemy się w akustyczny efekt tych działań, który jest czymś zewnętrznym wobec nas samych, tymczasem brzmienia wygenerowanego za pomocą własnej wyobraźni nie możemy usłyszeć, ono samo w sobie jest naszym słyszeniem. Powstałaby paradoksalna z dzisiejszej perspektywy kategoria: amplifikowanego słyszenia, słyszenia interpersonalnego, czy może metasłyszenia.

Przypuszczalnie w pierwszej kolejności eksperymenty te będą dotyczyły „wewnętrznej” mowy, pozwolą usłyszeć i zrozumieć tok myślowy nadawcy. Wczesne urządzenia tego typu będą wymagały od nadawcy ogromnego wysiłku, a i tak nie obejdą się bez wsparcia zaawansowanego generatora mowy, co za tym idzie, nie zostanie oddana prawdziwa barwa wewnętrznego głosu „mówcy”. W tym miejscu trzeba nadmienić, że ten nasz własny głos, „wewnętrzny”, który faktycznie słyszymy i jakim go sobie wyobrażamy, różni się znacznie pod względem barwy od „zewnętrznego”, który słyszą nasi rozmówcy i który możemy usłyszeć na nagraniu dokonanym za pomocą klasycznego mikrofonu (własny głos dobiega do ucha przez kości, rozmówcy słyszą go za pośrednictwem powietrza) (zob. Marciniak, 2016). W miarę rozwoju technologii, z chwilą gdy nagłośnimy oraz utrwalimy ten nasz wewnętrzny głos wraz z jego brzmieniem, zyskamy po raz pierwszy możliwość usłyszenia innych takimi, jakimi sami siebie słyszą w wyobraźni. Będzie to bezprecedensowe wtargnięcie w intymną sferę, która dotychczas pozostawała absolutnie niedostępna dla cudzych uszu. Sama świadomość istnienia urządzeń pozwalających usłyszeć cudze myśli, wywróci popularne wyobrażenie na temat tego, czym jest wyobraźnia dźwiękowa człowieka.

Po wyeliminowaniu głośnika z procesu telekomunikacji, nadejdzie więc kolej na pozbycie się mikrofonów. Transmisja sygnału dźwiękowego bezpośrednio z mózgu nadawcy do urządzenia telekomunikacyjnego i z urządzenia telekomunikacyjnego do mózgu odbiorcy pozwoli po raz pierwszy tak swobodnie i na masową skalę porozumiewać się zdalnie z całkowitym pominięciem fal akustycznych i światła widzialnego, a zatem z pominięciem ich biologicznych receptorów: ucha i oka. Technologiczna telepatia znajdzie niewątpliwie szeroki wachlarz zastosowań (od szpitalnych oddziałów intensywnej terapii po kluby nurkowe), a następnie zastąpi mikrofony w urządzeniach „telefonicznych”. Umasowiona bezgłosowa telefonia będzie z kolei kamieniem milowym w historii ludzkiego głosu – odtąd każda osoba posługiwała się będzie w kontaktach społecznych naprzemiennie oboma barwami swojego głosu (wewnętrzną i zewnętrzną), odmiennymi w komunikacji telepatycznej i w mowie fonicznej. Początkowo z pewnością będzie temu towarzyszył silny dysonans poznawczy, zalety takiego rozwiązania szybko jednak przewyższą jego wady, a dyskomfort wynikający z „rozdwojenia” tembrów głosu zrekompensuje satysfakcja wynikająca z możliwości nieskrępowanego modulowania barwy głosu w wyobraźni oraz posługiwania się dowolnymi innymi „efektami dźwiękowymi” w rutynowej komunikacji fonicznej. Dzięki podobnym praktykom nastąpi rozwój eksperymentalnych bezgłosowych technik śpiewu, biologiczny basso serioso (bas poważny) z odpowiednio wytrenowaną wyobraźnią wcieli się równie dobrze w Mozartowskiego Sarastra jak i Królową Nocy (sopran koloraturowy), a co ambitniejsi wirtuozi podejmą zapewne próby wykonania obu partii jednocześnie w telepatycznych inscenizacjach Czarodziejskiego fletu.

Trudno oczekiwać, że emitowanie klarownych komunikatów dźwiękowych za pomocą mózgu możliwe będzie bez odpowiedniego przygotowania. Zagadnienie treningu wyobraźni dźwiękowej jest szczególnie ciekawe, bowiem jeśli rozważana powyżej technologia weszłaby do powszechnego użytku, zmuszałaby użytkowników do podjęcia ćwiczeń dyscyplinujących brzmienie ich własnych myśli. Wymagałoby to nie tylko refleksji nad dźwiękowym aspektem procesów myślowych, ale wręcz nauki świadomego kształtowania tych wewnętrznych brzmień w taki sposób, aby stały się zrozumiałe dla drugiego człowieka. Względy towarzyskie wymagały będą ponadto formułowania myśli w sposób klarowny i elegancki, bez zbędnych zakłóceń, odgłosów tła i „szumów” podświadomości. Nabycie wszystkich tych umiejętności stałoby się elementem dobrego wychowania i przedmiotem edukacji szkolnej. Wsłuchiwanie się w myśli drugiego człowieka poszerzałoby granice społecznej empatii, a wysiłkom na rzecz okiełznania brzmień własnego umysłu mogłaby towarzyszyć wzmożona potrzeba zrozumienia, uporządkowania i upiększenia środowiska akustycznego. Poddana podobnemu treningowi, rozwinie się umiejętność wywoływania w umyśle złożonych brzmień i ich sekwencji oraz fotograficzna („fonograficzna”) pamięć dźwiękowa.

Innowacje w dziedzinie słyszenia z reguły dotyczą wpierw ludzkiego głosu, by wkrótce rozszerzyć zakres zastosowań o muzykę i środowisko dźwiękowe. Wszystkie próby nagłośnienia ludzkiego umysłu od samego początku będą oczywiście rejestrowane. Na pewnym etapie role się jednak odwrócą i, w miarę zanikania mikrofonów, za pomocą umysłu oraz słuchu fizjologicznego zaczniemy dokonywać rejestracji brzmień akustycznych. Dokonywanie wartościowych nagrań generowanych za pomocą własnego umysłu będzie przypuszczalnie procesem wymagającym nie tylko zaawansowanej technologii, ale i ekstremalnego skupienia bliskiego medytacji. Obok nagrań w „estetyce lo-fi”, bezwstydnie subiektywnych, stanowiących bezpośredni zapis jednostkowego doświadczenia dźwięku, funkcjonowały będą nagrania zrealizowane przez cały zespół profesjonalnych „słuchaczy”, z których jedni poświęcą się kontemplowaniu otaczających ich brzmień, inni zaś modyfikowaniu sygnału tak, aby dopasować finalny efekt do oczekiwań konsumentów. Chcąc uzmysłowić sobie, jak bardzo różniły się będą takie nagrania od nagrań mikrofonowych, wyobraźmy sobie dwie rejestracje rozmów w trakcie tego samego przyjęcia: mechaniczną, wykonaną przy użyciu tradycyjnego recordera wyposażonego w mikrofony binauralne (w której wszystkie głosy mieszają się ze sobą, tworząc jednolity gwar) oraz nagraną „z głowy”, wymodelowaną przez psychologiczny efekt cocktail party. Na pewnym etapie zaawansowania i upowszechnienia tych technologii każdy człowiek, w każdej sytuacji, będzie mógł dokonać rejestracji słyszanych przez siebie dźwięków. Ludzki umysł, przy wsparciu odpowiednim oprzyrządowaniem, stanie się urządzeniem nagrywającym, z jednej strony wzbudzając strach przed permanentną inwigilacją, z drugiej zaś otwierając perspektywy powrotu ludzkości do zaktualizowanej wersji kultury oralnej.

Nagłośnienie wyobraźni dźwiękowej człowieka będzie jednym z najważniejszych wydarzeń w historii muzyki. Po raz pierwszy możliwe stanie się zakomunikowanie odbiorcom zamysłu muzycznego z pominięciem wszelkiej notacji czy tradycyjnie rozumianego „wykonawstwa”. Siłą własnej wyobraźni muzycy będą mogli przełamywać techniczne ograniczenia instrumentów i własnego głosu. Po raz pierwszy od końca XX wieku nastąpi w sztuce dźwięku tak skokowy rozwój materiału muzycznego, usłyszymy autentycznie nowe, nieznane dotąd brzmienia. Miną dekady, zanim odkryte zostanie całe dźwiękowe bogactwo ludzkiego umysłu i zatarciu ulegnie aura świeżości towarzysząca tym poszukiwaniom. Nagłośniony umysł będzie pierwszym od czasów wynalezienia głośnika naprawdę nowym instrumentem, który – jak fortepian w XIX i głośnik w XX stuleciu – po krótkim okresie „imitowania” wcześniejszej twórczości, wyemancypuje się i zainicjuje głębokie przemiany całej kultury muzycznej, tworząc jej nowe odgałęzienia. Gra „na nerwach” nie będzie rzecz jasna prostsza pod względem technicznym od gry na instrumentach klasycznych. Wprost przeciwnie, soliści zmuszeni będą zapanować nad każdym parametrem kreowanego w umyśle środowiska dźwiękowego. Zmienić powinien się także sposób myślenia o samych instrumentach akustycznych – doceniony zostanie element przypadkowości i nieprzewidywalności ich brzmienia. Możemy spodziewać się również powstania muzyki hybrydowej (odpowiednika dzisiejszych technik live electronics), mieszającej brzmienia akustyczne z tymi generowanymi za pomocą umysłu.

W dalszej perspektywie technologia nie musi się jednak ograniczyć do przekazywania bodźców natury słuchowej. Być może następny rozdział historii muzyki otworzy taka muzyczna telepatia, która pozwoli uwspólnić nie tylko słyszenie, ale i towarzyszące mu emocje, zacierając granice między nadawcą a odbiorcą, muzykowaniem i przeżywaniem tego, co słyszymy.

***

Cały powyższy wywód cechuje rozpaczliwy „słuchocentryzm”, z którego pragnąłbym się w tym miejscu pokrótce wytłumaczyć. Przyszłość słyszenia przedstawiona została tu bowiem tak, jakby dźwięk i muzyka były jedynymi dziedzinami, w których zajść mogą jakiekolwiek znaczące przemiany, co jest oczywistą nieprawdą. Nie ma żadnego uzasadnienia dla prowadzenia rozważań dotyczących słyszenia w oderwaniu od szerokiego tła ekologicznego i kulturowego. Tylko ekstremalnie wysoka liczba niewiadomych w tym konkretnym przypadku pozwala usprawiedliwić moją decyzję o zamknięciu się w tak hermetycznie odseparowanym od świata laboratorium – jak w Bernhardtowskim Kalkwerk, czy w Baconowskich domach dźwięku z Nowej Atlantydy.

 

Bibliografia

Bacon, F. (1627). The New Atlantis. Pobrano z: http://www.fcsh.unl.pt/docentes/rmonteiro/pdf/The_New_Atlantis.pdf

Dunaj, M. (2016). Audyzm. Pobrano z: http://rownosc.info/dictionary/audyzm/

Głuszek, B. (2014). Manifest neuromuzyki? „Music for Solo Performer” Alvina Luciera. Glissando, 25, 124–127.

Głuszek, B. (2015). Zabawki muzyka i mózg. Glissando, 27, 14–17.

Implant ślimakowy – rehabilitacja osób dorosłych. (2012). Warszawa: Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu. Pobrano z: http://whc.ifps.org.pl/2012/04/implant-slimakowy-rehabilitacja-osob-doroslych/

Kubisch, Ch. (2015). Electrical walks. Electromagnetic investigations in the city. Pobrano z: http://www.christinakubisch.de/en/works/electrical_walks

Lem, S. (1997). Niezwyciężony. Warszawa: Świat Książki.

Libera, M. (2014). Introducing Avant Avantgarde. Glissando, 24, 4–9.

Libera, M. (2016). Musique boutique. Glissando, 28, 102–105.

Marciniak, K. (2016). Pięć ćwiczeń z kształcenia słuchu. Znak, 737, 96–103.

Schafer, R. M. (1977). The Tuning of the World. New York: Alfred A. Knopf.

Sacks, O. (2009). Muzykofilia. Poznań: Zysk i S-ka.

Truax, B. (2001). Acoustic communication. London: Ablex Publishing.

Wereniewicz, K. (2014). Implantowana. Pobrano z: http://implantowana.blogspot.com/ [Dostęp: 18.02.2017]


 

[1] Nowa Atlantyda dostępna jest w polskim przekładzie Wiktora Kornatowskiego, tekst zawiera jednak na tyle poważne błędy i przeinaczenia, że czyni go to bezużytecznym z punktu widzenia muzykologii i teorii dźwięku.

[2] Trzeba w tym miejscu podkreślić, że praktyce tej towarzyszy cały szereg kontrowersji, słuch nie jest bowiem do niczego potrzebny Głuchemu, osobie identyfikującej się z kulturą Głuchych  i posługującej się językiem migowym, np. PJM (polskim językiem migowym). Postrzeganie wszczepiania implantów słuchowych jako „dobrodziejstwa” „przywracającego poprawny słuch” Głuchemu jest objawem audyzmu – szowinizmu oraz nietolerancji wobec Głuchych, ich odrębności, samodzielności i niezależności od środowiska osób słyszących. Por. Wereniewicz, 2014; zob. też: hasło „audyzm” (Dunaj, 2016).

[3] Artystyczne działania tego typu podejmuje dziś Christina Kubisch w swej praktyce Elektrycznych spacerów (Kubisch, 2015).

Zrzut ekranu 2015-10-31 (godz. 09.34.59)Zrzut ekranu 2015-10-31 (godz. 09.34.59)Zrzut ekranu 2015-10-31 (godz. 09.34.59)Zrzut ekranu 2015-10-31 (godz. 09.34.59)Zrzut ekranu 2015-10-31 (godz. 09.34.59)

 

skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s