Błogosławieni wyrwani z kontekstu – Warszawska Jesień 2013

56 Warszawska Jesień 20-28 września 2013.

Wszystkoznaczny temat 56. Warszawskiej Jesieni „Nowe w kontekście” aż prosi się o kilka uszczypliwych pytań. Bo czy nie jest aby tak, że co roku zamiarem szacownego festiwalu jest przedstawienie twórczości najnowszej oraz przypomnienie mistrzów współczesności? A jeśli już kłaść nacisk na „kontekst”, to czy nie należałoby pokusić się o prezentację kilku więcej twórców, oprócz niewątpliwie wielkich: Lutosławskiego, Góreckiego i Pendereckiego? Proponowałbym choćby Tomasza Sikorskiego i Bohdana Mazurka. Wreszcie, dlaczego tegoroczny „kontekst” był w tak przytłaczającej większości polski? Bo już lepiej nie wspominać, że „kontekst” bywa też pozamuzyczny. Z reguły nie przejmowałem się hasłami przyświecającymi kolejnym odsłonom Warszawskiej Jesieni, w tym roku skłonny jestem pójść o krok dalej i skupić się celowo na tym, co pozostawało w jawnej sprzeczności z oficjalnym tematem festiwalu.
*
Mała Warszawska Jesień – specjalny program z muzyką współczesną dla dzieci – od trzech lat stanowi jedną z najciekawszych cząstek festiwalu, a jej publiczność z racji wieku i niewykształcenia gwiżdże sobie na jubileusze, które z takim mozołem obchodzić musimy my – dorośli. Maluchów nie obchodzą nasze spory estetyczne; nie jeżą się, gdy zabrzmi akord durowy; z błogim spokojem przysłuchują się rozszerzonym technikom gry; lubią ciekawe szumy, instrumenty perkusyjne, śpiew, multimedia i eksperymenty formalne. Z wielkim trudem przychodzi im natomiast odróżnienie sztuki od reszty świata, wykonawców od słuchaczy oraz akceptacja podziału przestrzeni na scenę i audytorium. Nieskażone przez kontekst, dzieci wyróżnia ogromna świeżość odbioru, bezgraniczna fantazja i ciekawość sztuki – tych cech dorośli melomani mogą im jedynie pozazdrościć.

Program dla najmłodszych otworzyła instalacja Plasterki muzyki Lidii Zielińskiej. W Świątyni Sybilli, w Łazienkach Królewskich wystawiony został tajemniczy sześcian-instrument. Dzieci, dotykając rozmieszczonych na nim czujników, wyzwalały nagrania dźwięków przyrody oraz cywilizacji i komponowały z nich własne pejzaże dźwiękowe. Również w Łazienkach, na placu zabaw, odbyła się Zabawa w strugach dźwięków, poprowadzona przez członków zespołu Hob-Beats Percussion Group. Muzycy wtargnęli w to „naturalne” dla dzieci środowisko z niezwykłą artystyczną ingerencją: energiczne repetytywne rytmy (m.in. Steve’a Reicha) wybijali na drabinkach, daszkach i zjeżdżalniach.

Autentycznie wzruszyło mnie przedstawienie opery kameralnej dla dzieci i dorosłych Tadeusza Wieleckiego O szewczyku i fałszywym królu w oprawie wizualnej Tadeusza Wierzbickiego. Naprzemiennemu śpiewowi, mowie i grze skrzypaczki Marii Wieczorek towarzyszyły obrazy rzucane na ekran za pomocą światła odbitego od rozmaitego kształtu luster i lusterek. Muzyka pobrzmiewała miejscami ludowością, zaś sonorystyczne skrzypienia doskonale ilustrowały akcję opowiadanej bajki – może tylko szkoda, że czasem dykcja nie była dość wyraźna, a skomplikowana fabuła musiała działać przytłaczająco na słuchaczy poniżej piątego roku życia.

Zwieńczeniem Małej Warszawskiej Jesieni były warsztaty dla najmłodszych w Sali Multimedialnej Zachęty prowadzone przez Kwartludium. Świetnie wspominam zeszłoroczne warsztaty Dagny Sadkowskiej i Michała Górczyńskiego, tym razem mogłem się przekonać, że także Paweł i Piotr Nowiccy zdolnościami pedagogicznymi niewiele ustępują pozostałym członkom zespołu. Zajęcia nosiły tytuł „Kwartludium w Krainie Czarów…” i przygotowane zostały w dwóch wersjach: dopasowanych do potrzeb dzieci w wieku 4-7 lat (28 września o godzinie 11:00) oraz 8-12 lat (o 16:00). Już samo wejście grających muzyków do sali przykuło uwagę najmłodszych. Następnie, w toku kolejnych zabaw i mini-koncertów, słuchacze zostali wprowadzeni w świat muzyki współczesnej. Dzieci odbyły między innymi podróż w kosmos przy muzyce „Oli” Gryki, bawiły się w układanie do snu przy dźwiękach kompozycji Arne Sandersa i tańcowały, wysłuchawszy wpierw rytmicznego utworu „Darka” Przybylskiego. Pod koniec można było wykazać się też zmysłem krytycznym i w głosowaniu wyrazić opinię na temat odbytych warsztatów (w młodszej grupie 29 głosów było „za”, 4 „że średnio”, a 8 „przeciw”).
*
Dziecięca fantazja jest zaraźliwa – udzielała się słuchaczom, wykonawcom, nawet kompozytorom. Sporo musiałoby się jednak zmienić, aby tak autentyczna radość z odkrywania muzyki objawiła się na „Dużej” Warszawskiej Jesieni. W tegorocznym głównym programie trudno byłoby wskazać wiele udanych prób przełamania koncertowej rutyny i wyjścia poza bezpieczny nowomuzyczny kontekst.

Taką próbę podjęła niewątpliwie Annesley Black w utworze Snow Job, gdzie eksperymentowała z przestrzenią i światłem. Efekt był jednak mało spektakularny, a samo brzmienie nieciekawe. Jacek Grudzień w Preparation for Change miał z kolei ambicję pożenić niby-nowoczesną muzykę z tańcem rozrywkowym – wyszedł długi, kiczowaty łomot fortepianu i taśmy, połączony z bezładnym układem choreograficznym. Interaktywna instalacja Pawła Janickiego LutoScratch doprowadziła mnie do frustracji, gdyż każda próba osiągnięcia ciekawszych efektów barwowych napotykała na ograniczenia wynikające z cyfrowego zapisu ścieżek dźwiękowych. Zaczarowała mnie natomiast monumentalna kompozycja-instalacja José Marii Sancheza-Verdú Libro de las estancias, w trakcie której pozwolono słuchaczom swobodnie przemieszczać się po Soho Factory, a surowe fabryczne wnętrze wypełniło na moment zagadkowe metafizyczne ciepło (jakkolwiek osiągnięto to prostymi, noworomantycznymi środkami).

Gdybym miał jednak wskazać najciekawszą dla mnie pozycję w programie tegorocznej Jesieni, byłaby to instalacja Adama Dudka i Aleksandra Nowaka Spoon River Anthology do poezji Edgara Lee Mastersa, wystawiona w Muzeum Etnograficznym. Po wejściu do wielkiej zaciemnionej sali słychać było jedynie szum uśpionych rzutników. Dopiero gdy podeszło się bliżej, z głośników rozbrzmiewał solowy śpiew, a przed słuchaczem ukazywało się na ekranie drżące ciało śpiewaka w ogromnym zbliżeniu. Dwanaście ekranów odpowiadało dwunastu poetyckim epitafiom, których bohaterów łączyły za życia zagmatwane – nierzadko erotyczne i zbrodnicze – więzi. Aktywując kolejne ekrany słuchacz mógł decydować o ilości głosów składających się na uroczystą atonalną polifonię. Wszystkie elementy instalacji: od wyboru poezji, poprzez dziwną zmysłowość obrazów, aż po klasycyzującą tkankę muzyczną doskonale się dopełniały, kształtując przerażająco-piękną atmosferę dzieła.
*
Nie przeceniałbym zanadto nadmuchanego rocznicami „kontekstu” tegorocznej Jesieni. Cenię Wielkich Mistrzów, ale mam też swoich mistrzów małych. Ktoś powiedział mi ostatnio, że kompozytorem zostaje ten, kto nie dał w sobie zabić pierwiastka dziecka.

Krzysztof Marciniak, Błogosławieni wyrwani z kontekstu, „Ruch Muzyczny” listopad 2013. W wersji elektronicznej uzupełnione zostały skróty poczynione w wydaniu papierowym.

o Małej Warszawskiej Jesieni zobacz także: Festiwal uszami dziecka – rozmowa z Pauliną Celińską, koordynatorką Małej Warszawskiej Jesieni

Reklamy

skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s