Niemłoda Jauna / Jauna Muzika, Wilno, 2-7 kwietnia 2013.

Mija już 6 lat od czasu, gdy na łamach „Ruchu Muzycznego” ukazała się ostatnia relacja z festiwalu Jauna Muzika w Wilnie i warto przerwać to długie – choć może nie bezzasadne – milczenie. Ten wiosenny przegląd muzyki współczesnej mógłby stanowić rodzaj elektronicznego rewersu odbywającej się jesienią, bardziej akademickiej, Gaidy. Piszę „mógłby” bo przy jego obecnej kondycji raczej nic na to nie wskazuje. „Jauna” znaczy „młoda”, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że festiwal (odbywający się od 1992 roku) swą młodość ma już dawno za sobą.

Tematem tegorocznej Jauny była relacja muzyki z tekstem. Zaczęło się bardzo obiecująco. W powielkanocny wtorek na scenie wileńskiego Centrum Sztuki Współczesnej wystąpił znakomity wiolonczelista Anton Lukoszevieze (członek m.in. zespołu Zeitkratzer).

Koncert otworzył utwór Eurydice na wiolonczelę z elektroniką skomponowany przez… kuratora festiwalu Antanasa Jasenkę. Nastrojowa, eufoniczna muzyka elektroniczna konsekwentnie nabrzmiewająca i wybrzmiewająca w rytm długich pociągnięć smyczka. Następnie Lukoszevieze wykonał swoją własną kompozycję American Poets and Cello, w której centrum znalazły się nagrania recytacji, między innymi Allena Ginsberga. Barwy głosu poetów, rytm języka angielskiego i szelest nagrań stworzyły środowisko dźwiękowe, którego dopełnieniem była wzbogacona flażoletami gra wiolonczelisty.

Oba te utwory stanowiły przyjemne preludium przed ostatnią pozycją wieczoru. W Nerve Cell_0 Zbigniewa Karkowskiego instrument Lukoszevieze’a przeistoczył się bowiem z narzędzia generującego miłe harmoniczne brzmienia w rozdygotany feerią rozszerzonych technik instrumentalnych żywy organizm. Szczególnie zapadł mi w pamięć moment, w którym wiolonczelista grał z całej siły dociskając smyczek oburącz do strun. Dźwięk instrumentu był jednak zaledwie źródłem brzmień, które następnie poddawane były działaniu komputerowych algorytmów, tworząc w czterokanałowej przestrzeni długie epizody złożonych przetworzeń. Spodziewałem się po Karkowskim noise’owej brutalności brzmienia, tymczasem Nerve Cell_0 była w wielu miejscach kompozycją miłą dla ucha, raczej masującą słuch i nieczęsto epatującą ekstremalną dynamiką. Kompozytor drażnił się natomiast ze słuchaczem w zupełnie inny sposób – w rozciągniętym do ponad 30 minut utworze igrał z muzycznymi przyzwyczajeniami odbiorcy, myląc go „zwodniczymi” kulminacjami i kolejnymi „otwarciami”, by zakończyć dopiero długim przeraźliwym piskiem na tle basowego dronu i elektronicznych trzasków. Obok „drażnienia” był jednak w tej muzyce równie silny ładunek surowego piękna, wobec którego nie sposób było pozostać obojętnym. Koncert inauguracyjny należy uznać za najbardziej spójne i atrakcyjne pod względem artystycznym wydarzenie festiwalu. Wielka w tym zasługa wirtuoza wiolonczelowych, rozszerzonych technik gry – Antona Lukoszevieze’a.

Następnego dnia tak wysoki poziom utrzymała tylko premierowa, elektroakustyczna kompozycja Arturasa Bumšteinasa Mano abėcėlė. To gębofoniczne abecadło składało się nie z liter, a z najrozmaitszych brzmień, które udało się kompozytorowi wyprodukować za pomocą swojego aparatu głosowego. Nagrania tego „nieucywilizowanego” gaworzenia stały się podstawą długiego utworu, w którym głośne cmokania, dmuchnięcia i mlaskania zastąpiły z powodzeniem konwencjonalne brzmienia elektroniczne. Niezwykle istotna była gra przestrzenią oraz forma samych nagrań, w trakcie których mikrofony umieszczone musiały być bardzo blisko ust kompozytora. Było w tym więc coś intymnego i obscenicznego zarazem. Otaczając publiczność ze wszystkich stron tymi dźwiękami o nadnaturalnej głośności Bumšteinas uczynił frapujący gest – umieścił słuchacza we własnych ustach… i na tym nie skończył, jeszcze go pogryzł, obślinił, wymemłał, połknął. Mano abėcėlė było jedynym w swoim rodzaju połączeniem beatboxu, noise’u i elektroniki z tradycjami muzyki konkretnej.

Następnie zabrzmiała przeciętna kompozycja Mariusa Salynasa Mono Jeko, w której literom poematu Jonasa Mekasa przypisano określone wysokości grane na syntezatorze. Za osobliwy należy uznać koncept autora, aby pomiędzy atonalne części „poetyckie” wstawić, nie mające z nimi żadnego związku, elektroakustyczne interludia. Zupełnie zbędna była też partia live electronics w ri Vykintasa Baltakasa, która obrzydziła jedynie piękną partię sopranu Rity Balty.

Decyzję o wpuszczeniu na scenę kompletnie nieprzygotowanego Burkharda Stangla z „projektem” Noise of Writing uznać należy za największą wpadkę organizatorów festiwalu – performer wykazał się najpierw nieumiejętnością obsługi przygotowanych urządzeń, po czym spanikował i w geście rozpaczy zaczął bezładnie „brzdąkać” eufoniczne akordy na gitarze elektrycznej. Myślę, że zarówno kuratorowi festiwalu jak i samemu Stanglowi ten „występ” będzie się śnił po nocach.

Na tym tle swoistym manifestem umiarkowania i minimalizmu formalnego okazała się Neprisibeldžiu į tave Ramūnasa Motiekaitisa. Kompozycję tę można by było określić mianem punktualistycznej muzyki konkretnej – przez prawie 10 minut w czterokanałowej przestrzeni odzywały się co jakiś czas ciche stuknięcia i brzdęknięcia. Początkowo utwór wzbudził moją irytację, stopniowo zacząłem jednak doceniać jego introwertyzm, nienarzucanie się i – całkowicie zamierzoną – pustkę. Był to bardziej dźwiękowy traktat filozoficzny niż konwencjonalnie rozumiana „kompozycja muzyczna”.

Czwartkowy (4. IV) koncert festiwalu poświęcony został pamięci Luciana Beria. Muzycy Lithuanian Ensemble Network wraz z Ritą Baltą (sopran) i Ritą Mačiliūnaitė (mezzosopran) wykonali długi program złożony z kompozycji Beria. Na początek znakomita Rita Balta czule i z poruszającą melancholią wykonała solową Sequenzę III, następnie – już z towarzyszeniem zespołu – w równie „ciemny” i introwertyczny sposób zinterpretowała Air. Przez kolejnych 20 minut trzymało w napięciu świetne wykonanie Naturale na altówkę (Robertas Bliškevičius) z towarzyszeniem perkusji oraz taśmy zawierającej nagrania głosu sycylijskiego śpiewaka ludowego. W tej kompozycji o płynnej stylistyce, Berio umiejętnie przechodzi od muzyki etnicznej, poprzez idiom zbliżony do wykonawstwa „historycznie poinformowanego” aż do współczesnych awangardowych brzmień. Pozostałe utwory wysłuchane tego wieczoru nie wzbudziły już we mnie takiego entuzjazmu. Interpretacje Rity Mačiliūnaitė w El mar la mar, O king i Altra voce nie dorównały poziomowi prezentowanemu przez Ritę Baltę. Przepadło solowe Lied na klarnet w bardzo przeciętnym wykonaniu, zaś w Différences na zespół i taśmę ze sporą przyjemnością słuchało mi się archaicznej elektroniki, czego nie mogę jednak powiedzieć o towarzyszącej jej nużącej i niedopracowanej pod względem barwy grze muzyków Lithuanian Ensemble Network.

Piątkowe (5. IV) koncerty adresowane były do o wiele szerszego kręgu odbiorców. W Kościele Świętego Kazimierza wystąpiła organistka Karolina Juodelytė w programie, tworzonego przez troje młodych litewskich kompozytorów, projektu Ambientorg. Lukrecija Petkutė, Tadas Dailyda i Mykolas Natalevičius postawili sobie za cel pożenić klasyków ambientu z muzyką organową i kościelną akustyką. Obok przyjemnych organowych aranżacji utworów Briana Eno (Music for Airports 2/2, Ascent) czy Aphexa Twina (Curtains) wykonane zostały również autorskie kompozycje członków grupy.

Wprowadzenie do koncertu stanowił utwór Longing for Something New Tadasa Dailydy skomponowany w oparciu o inicjalne dźwięki systemów Windows 95 i 98. Spośród trzech autorskich kompozycji ta najściślej wpisywała się w kryteria gatunkowe ambientu (będącego z założenia artystyczną muzyką tła). Gaming na organy i live electronics Lukreciji Petkutė – oparty na determinujących quasi-tonalny przebieg harmoniczny procedurach losowych – eskalować miał stopniowo aż do granicy noise’u, niestety w kulminacyjnym momencie barwa dźwięku dobywającego się z głośników okazała się wyjątkowo uboga i niesatysfakcjonująca, co rzutowało na ocenę całej kompozycji. Dopiero Mykolasowi Natalevičiusowi udało się w pełni zneutralizować kościelny kontekst muzyki organowej w – przywodzącej na myśl mistyczny styl współczesnej muzyki rumuńskiej – Urban Landscape. Organy tworzyły tu zimne, statyczne tło dla partii elektronicznej (niestety znowu marnie nagłośnionej) złożonej z nagrań instrumentów perkusyjnych i dźwięków konkretnych. Darmowy koncert był niewątpliwym sukcesem frekwencyjnym – kościół wypełnił się po brzegi publicznością, której większość stanowili raczej bywalcy wileńskich klubów niż filharmonii.

W piątkowy wieczór w Centrum Sztuki Współczesnej wystąpił jeszcze zespół AVaspo, którego muzyka (oprócz wzbogacenia o oprawę wizualną) nie wybijała się niczym szczególnym ponad przeciętny poziom niszowych elektroniczno-popowych zespołów jakich wiele. W sobotę wystąpił zaś islandzki duet elektroniczny Stereo Hypnosis z didżejskim setem łączącym repetytywne minimalistyczne brzmienia elektroniczne z wyświetlanymi na ekranie obrazami przyrody. Była to zaawansowana warsztatowo, ale do bólu konwencjonalna muzyka klubowa, pozbawiona choćby jednego brzmienia, które można by określić jako „eksperymentalne”. W niedzielę w ramach zakończenia festiwalu odbył się finał konkursu muzyki elektronicznej i komputerowej EIKKK organizowanego przez Litewski Związek Kompozytorów, którego nie miałem niestety możliwości wysłuchać.

W tym miejscu warto byłoby pochylić się jeszcze nad deklarowanym przez organizatorów festiwalu tematem, który w założeniach decydować miał o doborze programu. Tegoroczna Jauna miała być o języku i współczesnych możliwościach jego umuzycznienia. Festiwalowe koncerty prześliznęły się jednak po powierzchni tego ważkiego zagadnienia w najmniejszym nawet stopniu nie dotykając jego istoty. Poza Mano abėcėlė Arturasa Bumšteinasa żaden utwór nie zagłębił się w muzyczność i brzmieniowość języka, ani gramatyczność struktur muzycznych.

Słuchacze odnieść mogli wrażenie, że związki współczesnej awangardy muzycznej z językiem kończą się na dodaniu do muzyki tekstu, odzwierciedleniu jego znaczeń, w najlepszym razie nałożeniu paru prostych efektów elektronicznych na głos śpiewaka. Zagraniczny krytyk natomiast mógłby wyjechać z Wilna z przekonaniem – najmylniejszym z mylnych!!! – że na Litwie nie słyszano jeszcze o Alvinie Lucierze, Peterze Ablingerze czy Yannisie Kyriakidesie i że zamiast przybliżać publiczności ich dokonania, litewskie środowisko kompozytorskie woli słuchać zespołu AVaspo.

Krzysztof Marciniak

„Ruch Muzyczny” nr 11/2013

Reklamy

skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s