Gaida (czyt. Geida) / Festiwal muzyki współczesnej Gaida, Wilno 21-29 października 2011.

Gaidę – wileński festiwal muzyki współczesnej, można by nazwać młodszą siostrą Warszawskiej Jesieni. Oba festiwale odbywają się jesienią, mają podobny czas trwania, organizowane są przez lokalny związek kompozytorów, należą do sieci Réseau Varése. Obu przyświeca również podobna idea jednoczesnej prezentacji kanonu światowej muzyki współczesnej oraz promocji rodzimych twórców i wykonawców. Nie wolno też zapominać o historycznej roli „okna na świat” jaką przed upadkiem żelaznej kurtyny spełniała Warszawska Jesień dla litewskiego środowiska kompozytorskiego – podkreślmy jednak, że po tym fenomenie pozostało dziś już tylko ciepłe wspomnienie – obecnie młodzi chętniej pielgrzymują stąd na berliński MaerzMusik niż do Warszawy.

Tegoroczna, dwudziesta pierwsza edycja wileńskiego festiwalu odbyła się między 21 a 29 października pod kontrowersyjnie sformułowanym hasłem minimalizmu i maksymalizmu w muzyce. Swoją relację rozpocząć mogę dopiero od trzeciego dnia festiwalu, nie miałem niestety okazji usłyszeć ani otwierającego festiwal koncertu Litewskiej Państwowej Orkiestry Symfonicznej pod batutą Łotysza Mārtiņša Ozoliņša, ani występującego dzień później włoskiego zespołu kontrabasistów Ludus Gravis Ensamble (w programie tego drugiego między innymi in D – transpozycja in C Terry’ego Riley’a opracowana przez Stefano Scodanibbio).

Pierwszym wydarzeniem festiwalu, na które udało mi się szczęśliwie dotrzeć był doskonały pod względem wykonawczym występ francuskiego Quatour Diotima, który odbył się 23 października w Centrum Sztuki Współczesnej (ŠMC). Nieczęsto zdarza się, że w programie jednego koncertu tak silnie zarysowuje się przepaść pomiędzy dwoma równie obcymi sobie estetykami, jak to miało miejsce w przypadku Blossoming Toschio Hosokawy i Different Trains Steve’a Reicha. Rolę bufora pomiędzy tymi skrajnościami pełnił – swoją drogą miejscami całkiem wciągający – utwór Alberto Posadasa Del reflejo de la sombra na klarnet basowy i kwartet. Jednak to kontrast Hosokawy i Reicha stanowił w moim odczuciu główną oś wieczoru. Na organiczną, delikatną tkankę Blossoming Hosokawy (utwór jest medytacją nad kwiatem lotosu), składały się łagodnie wyzierające z ciszy i na powrót rozpływające się w niej, precyzyjnie artykułowane krótkie glissanda, urywki mikrotonowych współbrzmień, spektralne lśnienia i „dźwiękowe paprochy” rozszerzonych technik artykulacyjnych. Hosokawa w żadnym momencie nie pozwolił sobie na kokietowanie publiczności choćby reminiscencjami równomiernej temperacji i systemu dur-moll, przez chwilę można było natomiast odnieść wrażenie, że słyszy się nie europejski kwartet smyczkowy, a japońskiego muzyka grającego na koto. Wszystkie elementy kompozycji Hosokawy utrzymane były w fascynującej równowadze pomiędzy dźwiękiem a ciszą, równowadze ról poszczególnych instrumentów, a także czasu trwania poszczególnych komórek utworu. Na tym tle Different Trains Steve’a Reicha zabrzmiało raczej groteskowo. Konwencjonalność wykorzystanych przez Reicha brzmień, wszechobecny strój równomiernie temperowany, eufoniczna harmonia, zupełnie klasycznie pojmowana rytmika i dynamika: odnoszę wrażenie, że przytłaczający w jego utworze nie był wcale minimalizm (rozumiany jako repetytywność, statyczność, radukcja materiałowa itd.), a raczej koszmarny konserwatyzm środków, za pomocą których Reich zrealizował powyższe założenia. Można by się spierać, czy to aby na pewno minimalizm zadecydował o komercyjnym sukcesie utworów Reicha – czy nie jest tak, że szerokiej publiczności podobają się w tej muzyce po prostu „ładne” współbrzmienia, klasyczna instrumentacja i regularny rytm?

Na Litwie nie trudno zresztą o zupełnie inaczej rozumianą muzykę minimalistyczną. Przekonać miałem się o tym dwa dni później na koncercie chóru kameralnego Brevis. Można tu zaznaczyć, że muzyka współczesna nie należy do podstawowego repertuaru zespołu, mimo to śpiewacy nadspodziewanie dobrze poradzili sobie z dwoma kompozycjami Ianisa Xenakisa (Nuits i Knephas) oraz prawykonaniami dzieł dwóch litewskich kompozytorów: Ričardasa Kabelisa (Kalno Trejinė) i Rytisa Mažulisa (Teleskopas). Szczególnie ten ostatni utwór wymaga w tym miejscu dłuższego omówienia. Teleskopas, najnowsza kompozycja Mažulisa jest dwunastogłosowym kanonem. Sześć głosów męskich rozpoczyna śpiew w klasterze, by ostatecznie zakończyć utwór w unisonie, podczas gdy jednocześnie odwrotną drogę – od unisonu do klasteru – odbywają głosy żeńskie. Jak w wielu chóralnych kompozycjach Mažulisa również i tym razem każdy śpiewak wyposażony został w słuchawki, przez które podawane były mu dokładne wysokości, co ułatwiać miało precyzyjną intonację mikrointerwałowych przesunięć. Na poziomie tonów podstawowych kompozycja była więc mikrotonową, ewoluującą powoli magmą dźwiękową. Jednak to co było w niej najciekawsze dla odbiorcy, pozostawało poza zapisem nutowym – w sferze dudnień, odbić i wzmacniania się poszczególnych składowych harmonicznych. W cichej tkance dźwiękowej utworu słuchacz zatracał orientację, która składowa harmoniczna pochodzi od którego chórzysty, a mikrotonowe odległości między tonami podstawowymi dodatkowo potęgowały psychodeliczny efekt wymieszania się formantów. Momentami ciężko było uwierzyć, że utwór pozbawiony jest partii elektronicznej, tak nierealnie wybijały się poszczególne tony w wysokich rejestrach i tak bajeczne powstawały barwy. Na te dźwiękowe fatamorgany nakładały się jeszcze efekty przestrzenne – odbicia i interferencje sprawiały, że dźwięki rozbrzmiewały także gdzieś w pustych przestrzeniach sali, jakby lekko po bokach, ponad śpiewakami i publicznością.

W programie środowego występu Gaida Ensamble nie kontynuowano już idei zderzania tak odmiennych estetyk, jak w przypadku Quatour Diotima. Wieczór w Centrum Sztuki Współczesnej miał być z założenia przeglądem różnych koncepcji minimalizmu. Tym razem nie obyło się jednak bez przygód – kompozycje takie jak Habanera Thierry’ego de Mey i Modernes Kaufhaus Marca Sabat, jakkolwiek przyjemne, zabrzmiały jakby ściągnięte zostały do Wilna prosto z amerykańskiego przeglądu muzyki filmowej, mało przekonująco zabrzmiało też wykonanie Navigations na kwartet smyczkowy Alvina Luciera. W prawdziwe zakłopotanie wprawiły jednak publiczność (jak również samych wykonawców) dwa utwory litewskich kompozytorów – premiera Varom, sutartines, varom! (w wolnym tłumaczeniu Jazda, sutartines, jazda!) Mindaugasa Urbaitisa oraz Genus Remigijusa Merkelysa. Obie kompozycje w założeniu pożenić miały wielogłosowe litewskie pieśni ludowe – sutartines – z idiomem minimalistycznej muzyki współczesnej. Sądząc po efektach nie było to raczej małżeństwo z miłości, a w każdym razie nie zostało oparte na fundamencie wzajemnego szacunku i zrozumienia. Obok instrumentalistów Gaida Ensamble posadzono za pulpitami pełnymi nut cztery śpiewaczki w tradycyjnych strojach. W obu utworach ich śpiew przeplatał się z grą członków zespołu. W kuriozalnej kompozycji Urbaitisa były to banalne dur-mollowe współbrzmienia, podczas gdy trochę bardziej udana kompozycja Merkelysa opierała się na zasadzie stopniowego narastania napięcia i konfliktu pomiędzy obydwoma grupami, co symbolizować miało postępujący proces zanikania litewskiej muzyki ludowej. Oba utwory sprawiały wrażenie napisanych w pośpiechu, na okazję i pozbawionych głębszych aspiracji artystycznych.

O gorącej owacji, jaką ostatecznie zakończył się „minimalistyczny” wieczór z Gaida Ensamble zadecydować miała dopiero ostatnia pozycja programu – naładowane potężną energią wykonanie Coming Together Frederika Rzewskiego. Repetytywna warstwa instrumentalna posłużyła w tym przypadku jedynie stymulowaniu emocji słuchacza, towarzyszących recytowanemu po wielekroć przez młodego aktora Vainiusa Sodeikę fragmentowi więziennego listu lewicowego bombera z lat 60′ Sama Melville. Odniosłem wrażenie, że utwór ten, w oderwaniu od pierwotnego kontekstu politycznego, mógłby zostać dziś z powodzeniem odebrany również jako mantra współczesnego społeczeństwa próbującego zachować spokój w obliczu kolejnych aktów światowego kryzysu ekonomicznego. Takiej uwspółcześnionej interpretacji kompozycji Rzewskiego sprzyjał bez wątpienia fakt, że w książeczce programowej festiwalu dziwnym zbiegiem okoliczności zabrakło zarówno biogramu amerykańskiego kompozytora, jak podstawowych informacji o samym utworze.

Na przedfestiwalowej konferencji Rytis Mažulis zażartował z hasła tegorocznej Gaidy, że jeżeli miałby być minimalizm i maksymalizm w muzyce, to powinien być także midimalizm. O ile hasło minimalizmu muzycznego nie budzi niczyich sprzeciwów, o tyle określenie jakiejkolwiek muzyki jako maksymalistyczna wydaje się dyskusyjne nie tylko ze względu na niepotrzebne „pomnażanie izmów”, ale też na trudność z odnalezieniem konkretnych desygnatów tego terminu. Jako typowego „maksymalistę” muzycznego organizatorzy festiwalu wskazali, stosunkowo odległego litewskiej mentalności, Ianisa Xenakisa. W programie tegorocznej Gaidy znalazło się osiem wykonań jego utworów, jednak najsilniej wryły mi się w pamięć szczególnie trzy: Anaktoria, Phlegra oraz Akea zrealizowane z niewyobrażalną precyzją i uczuciem przez Kammerensemble Neue Musik Berlin. Pierwsze dwie kompozycje w interpretacji Berlińczyków zabrzmiały niezwykle malarsko, doskonale wyeksponowany został w nich podział na kolejne plany barwowe, dynamiczne i strukturalne. Ostre jak brzytwa, krzykliwe figury dźwiękowe osadzone zostały na tle misternych cichych faktur tworząc niezwykle zróżnicowany, urzekający dzikością i niebanalnym pięknem abstrakcyjny krajobraz. Dużo mniej radykalnie zabrzmiał wykonany tego samego wieczoru kwintet fortepianowy Xenakisa – Akea. Kompozycja napisana w 1986 roku była już o wiele bardziej melodyjna, gładsza, miejscami wręcz odrobinę romantyczna. Oprócz utworów Xenakisa berlińscy kameraliści doskonale wykonali drugi kwartet smyczkowy Lachenmanna oraz najnowszą kompozycję młodego Litwina Mariusa Baranauskasa – Trepecija – błyskotliwą technicznie, jednak dość konserwatywną ze względu na zastosowanie melodyki przywodzącej na myśl orientalne inspiracje w muzyce pierwszej połowy ubiegłego stulecia.

Przedostatni wieczór festiwalu należał do francuskiego Ensamble 2a2m i zapanowała na nim o wiele luźniejsza, postmodernistyczna atmosfera. Oprócz Morsima Amorsima Xenakisa – w której wykonawcy nie czuli się zresztą zbyt swobodnie – scenę zdominowały muzyczne cytaty, parodie oraz żonglerka historycznymi konwencjami. W eksploatującej najwyższe rejestry instrumentów smyczkowych i fortepianu kompozycji Mes béatitudes Gérarda Pesson pobrzmiewały więc fragmenty Siódmej Symfonii Brücknera, natomiast It Raphaëla Cendo był kolejną (z góry skazaną na niepowodzenie) próbą przeniesienia ducha spontanicznej ekspresji jazzowej na grunt muzyki współczesnej. Sporo pięknych fragmentów zabrzmiało natomiast w Concertino d’autunno Francesco Filidei – sonorystycznej parodii Jesieni Vivaldiego. Utwór rozpoczął się fascynującą imitacją dźwięków natury zbudowaną za pomocą instrumentów-zabawek, gwizdków, fujarek, sprężyn, butelek napełnionych wodą itd., szybko jednak stoczył się w dość infantylną parodię Vivaldiego. Mało olśniewającą, choć zdarzały się prawdziwie zabawne momenty, jak temat rozpoczęty przez skrzypce, a dokończony na harmonijce ustnej albo niezawiązany gumowy balon wypuszczony na koniec przez jednego z muzyków, który z przeciągłym furkotem przeleciał nad publicznością.

Podobnie jak Warszawską Jesień także Gaidę rozpoczynają i kończą koncerty symfoniczne. Nie inaczej niż w Warszawie, również w Wilnie okazują się one zwykle jednymi z najsłabszych ogniw programu. Tegoroczny koncert finałowy w wykonaniu Litewskiej Narodowej [nie mylić z Państwową] Orkiestry Symfonicznej pod batutą Robertasa Šervenikasa odbył się 29 października w sali Filharmonii Narodowej. W pierwszej części obok dość męczącej kompozycji-żartu Slėnis (Dolina) Vidmantasa Bartulisa zabrzmiały także Tekstilė reprezentantki młodego pokolenia litewskich kompozytorów Juste Janulytė oraz Synaphai Xenakisa. Festiwal zakończył polski akcent, III Symfonia Pieśni Żałosnych Henryka Mikołaja Góreckiego z sopranistką Bożeną Harasimowicz. Zawsze czuję się dziwnie skrępowany słuchając tego utworu – nie jestem zdolny przeżywać go w sposób zgodny z intencjami twórcy i każdorazowo sprowadzam go po prostu do roli przyjemnego tła do rozmyślań. Możliwe, że pod tym względem zbliżam się do przeciętnego anglosaskiego fana Góreckiego z lat 90′, który po ciężkim dniu pracy w banku włączał płytę z jego symfonią i rozsiadał się z kubkiem herbaty na skórzanej kanapie w salonie.

Tak więc w tle rozbrzmiewały kolejne części III Symfonii Góreckiego, a ja miałem okazję porozmyślać nad kończącym się właśnie wileńskim festiwalem. Tegoroczną Gaidę zdecydowanie zdominowała kameralistyka, co w połączeniu z wysokim poziomem wykonawczym świetnie zdało egzamin. Festiwal sprawdził się doskonale jako forum, na którym publiczność miała okazję poznać najnowsze utwory ponad dziesięciorga litewskich kompozytorów (łącznie z takimi perełkami jak Teleskopas Rytisa Mažulisa), a także porównać ich twórczość z klasykami światowej muzyki
współczesnej. Jeśli coś należałoby Gaidzie zarzucić to chyba to, że zabrakło wartościowych niszowych projektów, które obok twórczości akademickiej prezentowałyby także dokonania najsilniej poszukujących nurtów awangardy muzycznej. Jedyne dwa przedsięwzięcia aspirujące może do tej kategorii były tak nieudane, że poprzysiągłem sobie konsekwentnie przemilczeć je w swojej relacji. Gaida to jednak przede wszystkim święto litewskiego środowiska kompozytorskiego, w związku z czym pewien egocentryzm wydaje się tu w pełni uzasadniony i chyba nie ma sensu się przeciwko niemu znowuż tak silnie buntować. Z drugiej strony priorytety związku kompozytorów mogą być czasem sprzeczne z oczekiwaniami publiczności – tym bardziej wartościowe są sytuacje, w których te dwie kategorie pokrywają się ze sobą, a właśnie takich momentów nie brakowało na tegorocznej Gaidzie.

[Krzysztof B. Marciniak, Mini maxi i pośrodku, „Ruch Muzyczny” nr 25/2011, s. 32-34.]

Advertisements

skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s